Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!
.webp)
Ta historia będzie smutna, a jej bohaterka nie ma nawet swojego zdjęcia. Nie wiemy jak wyglądała, ile lat żyła, w jakich okolicznościach umarła… A jednak była, istniała. Elli Steiner – ostatnia wodzisławska Żydówka.
Urodziła się 9 października 1908 roku jako jedyne dziecko krawca Louisa Steinera i jego drugiej żony Selmy z domu Schindler. Ojciec dziewczynki miał już 52 lata i piątkę dorosłych dzieci z pierwszego małżeństwa. Na pewno późne ojcostwo miało dla niego wielką wartość, zresztą był człowiekiem bogatym, właścicielem kamienicy i przynoszącego zyski „geszeftu”, nie musiał martwić się o przyszłość swojej nowej rodziny. Selma była o 29 lat młodsza od męża, mieszkała w Katowicach z rodzicami Emilem i Berthą i wątpliwe, by wyszła za mąż z miłości. Jej sytuacja na pewno nie była do pozazdroszczenia, choćby dlatego, że najstarszy pasierb był tylko o rok starszy od niej…
O ile o matce Elli nie wiemy nic więcej, to życiorys Louisa „ostatniego Żyda”, jak go przez lata w Wodzisławiu nazywano, możemy przynajmniej częściowo odtworzyć. Urodził się w Boryni Dolnej 7 sierpnia 1855 roku jako syn szklarza Bernarda, do Loslau przybył około 1883 (czyli miał plus/minus 28 lat) na naukę zawodu, a swój pobyt w mieście przypieczętował ślubem z panną Urlike z domu Katz – bardzo wpływowej wodzisławskiej rodziny (jej ojciec Loebel Katz był browarnikiem, założycielem browaru przy Rynku 2-4). Było to dokładnie 27 listopada 1883 roku. Co ciekawe, panna młoda była pięć lat starsza od oblubieńca i mocno już „dojrzała”, ale w posagu wniosła piękny, piętrowy dom przy Rynku 251, gdzie nasz krawiec otworzył swój zakład. Nie od razu zresztą, bo mistrzem krawieckim został 14 lutego 1887 roku, już jako ojciec trójki dzieci. O wartości kamienicy (i pokładanych w zięciu nadziejach) niech świadczy fakt, że w 1870 roku Loebel Katz zakupił ją za niebagatelną kwotę 5500 talarów.
Pierwsza reklama Steinera, którą znamy, pochodzi już z 1887 roku i jest po polsku(!): „Louis Steiner w Wodzisławiu poleca jego skład ubiorów dla mężów i chłopców, także sukna w największém wyborze i za najtańsze ceny. Obstanki podług miary zostaną prędko i akuratnie w własnej pracowni wykonane.2” W kolejnych latach, następne anonse polecają zarówno wyroby krawieckie, jak i pokoje mieszkalne (z ogrodem), które rodzina Steiner wynajmowała. Louis szył zarówno garnitury, jak i męskie koszule, bieliznę i krawaty. W swoje wyroby zaopatrywał elegantów z całego powiatu. O powodzeniu rodziny świadczą również życiowe decyzje dzieci – żaden z synów Louisa nie chciał zostać krawcem i spędzić resztę życia w małym górnośląskim miasteczku. Najstarszy Bruno wyjechał na studia do Frankfurtu, kolejny, Heinrich, do Berlina.
W 1906 roku umiera Urlike, żegnana w lokalnej prasie konwencjonalnym opisem „kochana, dobra i dzielna żona, czuła matka, kochana siostra i szwagierka3”. Czy Louis faktycznie tak bardzo kochał żonę, nie wiemy, ale już rok później ożenił się ponownie, z młodziutką dziewczyną. Elli była owocem tego drugiego, późnego związku. Nowe małżeństwo musiało pozytywnie zmotywować krawca, bo w lecie 1911 roku, wraz z trzema innymi wodzisławskimi przedsiębiorcami (Adler, Hamburger i Heinrich Steiner), przyjął pod swój dach dzieci z Żydowskiego Domu Dziecka w Rybniku na wakacje „na wsi”. Według późniejszego sprawozdania4, zarówno dorośli, jak i dzieci byli z tej akcji bardzo zadowoleni.
Dzieciństwo krawcówny Elli przypadło na burzliwe czasy: Wielka Wojna, epidemia hiszpanki, powstania śląskie, plebiscyt, zmiany granic… W tygodniu chodziła do szkoły powszechnej w budynku byłego klasztoru, gdzie uczyła się najpierw po niemiecku, potem po polsku. W dni świąteczne, wraz z rodzicami, odwiedzała synagogę przy ulicy Targowej, gdzie siedząc na piętrze, w kobiecej strefie tzw. babińcu obserwowała ciągle zmniejszającą się liczbę wiernych. Na pewno bardzo ważnym momentem w życiu dziewczynki był ślub5 jej przyrodniej, o piętnaście lat starszej, siostry Fanny z kupcem Kurtem Silbersteinem , choć sama panna młoda mieszkała już od pewnego czasu w Berlinie, zapewne u brata.
Z 1920 roku pochodzi jedyne znane nam zdjęcie Louisa i Selmy Steinerów. Powstało, jak zwykle to bywa, przez przypadek, bowiem prawdziwymi bohaterami tej fotografii są polscy powstańcy z dowódcą Józefem Michalskim na czele. Ponieważ żołnierze, szczęśliwie dla nas, ustawili się na tle kamienicy krawca, możemy wypatrzyć i właścicieli, którzy wsparci na poduszkach pilnie śledzą zaistniałe wypadki. Louis jest siwobrody i łysy, Selma okrągła i matronowata, oparła twarz na prawej dłoni. Poduszka w trzecim oknie jest pusta, czyżby ktoś właśnie zawołał dziewczynkę? Uwagę zwraca również ogromny szyld reklamowy po niemiecku, który zniknie już dwa lata później, gdy Wodzisław stanie się polski.
Rok 1922 to ostatni moment dla prawie wszystkich żydowskich mieszkańców Wodzisławia. Dobrowolnie, lub pod przymusem opuszczają oni miasto6 i wyjeżdżają na zachód. Jedni do leżącego tuż za miedzą Raciborza, inni do Wrocławia i jeszcze dalej. Steinerowie jako jedyni zostają. Dlaczego? Odpowiedź przynosi nam lokalna prasa. W pierwszym zachowanym numerze gazety "Echa Odry" wiadomości z regionu zaczynają się takim oto artykułem: "Nasze miasteczko zostało za zasługą kierowników ruchu narodowego podczas akcji plebiscytowej oraz za zasługą p. W7. oczyszczone zupełnie od żydów. Dowodem tego, że obecnie stoi próżny tempel (synagoga - K.K.) i opuszczony cmentarz żydowski. Miasto było za czasów żydowsko-niemieckich przepełnione żydami, zaś obecnie pozostała jedna rodzina żydowska, która tylko ze względu na wiek i lojalność mogła pozostać.(...)8"
Wiek i lojalność! Jaka łaska ze strony nowych panów! W chwili, gdy 4 lipca 1922 roku wojska polskie uroczyście wkroczyły do miasta, z okna Steinerów powiewała spora biało-czerwona flaga. Być może wcześniej krawiec pomagał szyć powstańcze mundury? Finansowo wspomagał Polaków? Udzielał schronienia? Tego już raczej nigdy się nie dowiemy. Louis, Selma i Elli zostają sami, jako dowód „tolerancji” Polaków w przykładnie „odżydzonym” Wodzisławiu. Od czasu, do czasu do miasta przyjeżdżają żydowscy przedsiębiorcy, którzy będą próbowali otworzyć tu swe zakłady, jednak żywot ich „geszeftów” jest efemeryczny. Handlarze, którzy rozstawiają swe stragany na rynku mogą liczyć się z pięścią i kijem miejscowych chłopaków, którzy radośnie niszczą ich towary. Pusta synagoga, choć formalnie od 1924 roku należy pod Rybnicką Gminę Żydowską, niszczeje z tygodnia na tydzień. Kirkut, w czasie wojny i powstań dewastowany, zarasta chwastami i staje się miejscem alkoholowych libacji. W dawnych kamienicach Katzów, Aufrechtów i Cohnów mieszkają nowi lokatorzy, siedząc na nieswoich krzesłach i używając nieswojej zastawy… W miejscu zakładu krawieckiego Steinerów jest teraz piekarnia „Bełkowski Młyn”, obok rozsiadł się fotograf Karol Materla i restauracja. Krawiec przyjmuje od zaplecza, zresztą ma już coraz mniej klientów. Wszak wszędzie w gazetach piszą, że to „wstyd kupować u starozakonnych” oraz „Polacy wspierajcie swoich”. W późniejszym czasie, już po śmierci Louisa, w miejscu po piekarni swój sklep kolonialny otwiera Marianna Penkalla, która prowadzi go jeszcze w czasie okupacji. Restauracja obniża swe loty i staje się zwykłym wyszynkiem gdzie serwuje się niemal wyłącznie alkohol. Ach, te krzyki pijanych woźniców i murarzy pod oknami o 4 nad ranem…
Dorastająca Elli patrzy na to wszystko. Nawet jeżeli ma gdzie wyjechać, nie chce, nie może zostawić starego ojca.
W gazecie z 1925 roku9 znalazła się informacja, że „Firma ‘Louis Steiner Wodzisław’ R.H.A. 36 nie istnieje”. Mimo to, Steiner działał nadal, jako członek Przymusowego Cechu Krawców w Wodzisławiu10. 29 kwietnia 1930 roku odbyło się kwartalne zebranie Cechu, podczas którego …”mówca (przedstawiciel Izby Rzemieslniczej w Katowicach Paweł Szwencner – K.K.) wręczył seniorom rzemiosła pp. Louis’owi Steinerowi i Pawłowi Panasowi dyplomy, mianując ich mistrzami honorowymi Izby Rzemieślniczej w Katowicach z powodu ich długoletniego przynależenia do Cechu, jak i z powodu położonych zasług dla rzemiosła krawieckiego. (…) Wzruszonym głosem w imieniu odznaczonych p. Steiner dziękował Izbie Rzemieślniczej za przyznany im zaszczyt , oświadczając, iż odznaczenie to uważać będzie za najwyższy zaszczyt, jaki go kiedykolwiek w życiu mógł spotkać…11”
Niewiele już tego życia zostało. 2 maja 1933 roku, siedemdziesięciosiedmioletni mistrz krawiecki Louis Steiner, „ostatni wodzisławski Żyd” odchodzi do wieczności. Wtedy też, na kirkucie odbywa się ostatni zarejestrowany pochówek. Wedle relacji Władysława Wyleżycha w pogrzebie Steinera brali udział niemal wszyscy najznamienitsi Wodzisławianie, a modły odprawiał rabin z Rybnika Zygmunt Kohlberg12 znany z krasomówstwa i posługiwania się językiem polskim.13
Teraz w Wodzisławiu nie ma już Żydów. Tak przynajmniej stoi w prasie: „Miasto Wodzisław przeprowadziło najwcześniej skuteczną walkę z elementem żydowskim. Dzisiaj nie ma tam podobno żadnego Żyda, to też gmina izraelicka ogłosiła sprzedaż tamtejszej synagogi14.”
Podobno nie ma TAM żadnego Żyda… A jednak są Żydówki – Selma Steiner i jej córka Elli, dorosła już panna. Nadal mieszkają w swojej rodzinnej kamienicy, gdzie pobieranie czynszu od lokatorów i sklepów jest ich źródłem utrzymania. Nie jedynym. Po latach, w 1956 roku, przyrodni brat Elli Joseph określi jej zawód hebrajskim słowem פקיד czyli urzędniczka. Gdzie jako ta urzędniczka mogła w II RP pracować Elżbieta Stejnerówna, Polka z żydowskim rodowodem? Jeżeli przyjmiemy, że było to w Wodzisławiu (a nie mamy podstaw, by wysyłać ją do innej miejscowości), to tropy są dwa: albo na poczcie albo w wodzisławskiej Cygarowni czyli Państwowej Fabryce Wyrobów Tytoniowych. Niestety, przedwojenne dokumenty z obu placówek nie przetrwały.
Z relacji wspomnianego już Władysława Wyleżycha wiemy, że matka i córka chodziły na msze do kościoła katolickiego, jednak w archiwach parafii Wniebowzięcia NMP brak danych o ich konwersji. Czy chciały się wtopić w tłum, nie wyróżniać, czy też robiły tak z prawdziwej potrzeby serca? A może w grę wchodził przymus, ta słynna „lojalność”?
Nadchodzą jednak nowe czasy, gdy żadna lojalność, żadna uległość i schodzenie z oczu już nie pomogą. Czasy, gdy właściwe urodzenie będzie decydować o życiu i śmierci….
Oto fragment relacji rybniczanki Joanny Zajdemann – Gabowicz, spisany w 1947 roku15: „…Przedstawicielem ludności żydowskiej (w Rybniku – K.K.) był stary obywatel Rybnika Filip Weiss. (…) W grudniu 1939 roku Weiss został wezwany przez gminę żydowską w Katowicach, gdzie powiedziano mu, że wszyscy Żydzi z Rybnika, Żorów i Wodzisławia zostaną natychmiast przesiedleni z bagażem 25 kg. na osobę do Lublina. Ale przesiedlenie to zostało odroczone wskutek tego, że złożono okup. Żydzi Rybnika złożyli wtenczas dużo pieniędzy i rzeczy wartościowych i Weiss zawiózł to do gminy żydowskiej w Katowicach, która z kolei przekupiła gestapo.
5-go maja 1940 roku Weiss został wezwany do gminy żydowskiej w Katowicach, gdzie zakomunikowano mu rozkaz gestapo przesiedlenia ludności żydowskiej Rybnika do Trzebini w dniu 22 maja 1940 roku. Każda rodzina żydowska mogła zabrać szafę, łóżko na każdą osobę i odzież. Pozostałych mebli zabierać ze sobą nie wolno było. Również sprzedać nie wolno było, gdyż od razu w 1939 roku Niemcy przeprowadzili spis ruchomości w każdym mieszkaniu żydowskim.
22-go maja 1940 roku wszyscy Żydzi zamieszkali w Rybniku musieli się stawić na dworzec o godzinie 1-ej po południu, gdzie umieszczono nas w oddzielnym wagonie pod eskortą policji. W tym samym dniu przyjechali do nas Żydzi z Żor i Wodzisławia, razem 4 osoby. Pojechali oni razem z nami z Rybnika do Trzebini. Wszystkich nas razem przesiedlonych do Trzebini było około 100 osób. Meble i odzież przewieziono w tym samym dniu autami ciężarowymi na koszt Żydów do Trzebini.
Gdy przyjechaliśmy do Trzebini czekała już na nas niemiecka policja. Niemcy rozdzielili nas na dwie grupy – mężczyźni oddzielnie i kobiety oddzielnie. Ustawili na czwórkami i zaprowadzili do gminy żydowskiej. Na stacji Niemcy robili nam zdjęcia w śmiesznych pozach. Gmina żydowska rozmieściła nas wśród miejscowej ludności żydowskiej….”
Przeanalizujmy ten tekst pod kątem losów Selmy i Elli: w przeciągu trzech pierwszych miesięcy wojny ich kamienica została przejęta przez miejscowych nazistów. Zapewne byli to wodzisławianie, ludzie, których panie Steiner znały na co dzień. Może nawet kiedyś kupowali ubrania u mistrza krawieckiego Louisa i byli na jego pogrzebie? Teraz jednak zaglądają w każdy kąt, spisują wszystko, szukają ukrytego złota i kosztowności. Komunikat jest jasny – w III Rzeszy, która właśnie pochłonęła polski Wodzisław, nie ma miejsca na wyznawców judaizmu. Gdzieś na wschodzie owszem, Generalne Gubernatorstwo akurat może być, Lublin jest dostatecznie daleko, ważne, żeby całe mienie zostawić, czekają już na nie niemieckie rodziny.
Kobiety pakują bagaże, te dozwolone 25 kilo, czekają. Wyjazd, dzięki łapówce, zostaje przesunięty, ale nie anulowany. Selma i jej córka żyją w zawieszeniu, rozprzedają po mieście drobiazgi. Elli nie pracuje, wraz z nowymi porządkami straciła stanowisko. Może dorabiają szyciem? Wreszcie nadchodzi kolejny komunikat – miejscem docelowym ma być Trzebinia, miasteczko przemysłowe tuż przy granicy z GG. Kobiety oznaczają szafę i dwa łóżka, pościel i ubrania pakują osobno. Czy słyszały, że już 5 września hitlerowcy dokonali w Trzebini pierwszej masowej egzekucji miejscowych Żydów? Czy wiedzą, że TAM czeka na nie niewolnicza robota w obozie pracy?
Podobno, w dniu 22 maja, ciężarówka prowadzona przez niemieckiego żołnierza podjechała pod dom wcześnie rano. Zanim inni mieszkańcy Wodzisławia wstali, obie Żydówki były już w drodze do Rybnika. Kilka godzin spędziły, cały czas nadzorowane, czekając na pociąg. Szczęście w nieszczęściu – to był jeszcze zwykły osobowy, a nie bydlęce wagony, którymi w kolejnych latach kolejne transporty ludzi ruszą do Auschwitz. Selma i Elli spodziewały się jednak, że do Wodzisławia już nie wrócą. Kolejne etapy przesiedlenia tylko potwierdzały, że są w drodze bez powrotu: nadzór w pociągu, selekcja na stacji, upokarzające zdjęcia… Wreszcie nocleg u przypadkowych, równie wystraszonych ludzi. Czy dostały osobny pokój, czy też zostały dokwaterowane do innych nieszczęśników?
Przez wiele lat tutaj, w maju 1940 roku, kończyłaby się smutna historia Elli Steiner. Jednak dzięki dobrym duchom – Małgorzacie Płoszaj z Rybnika i Agnieszce Kostuch z Trzebini16, udało się odnaleźć okruszki późniejszego życia Elli. Pełne pytań i wątpliwości, jednak przesuwające datę śmierci ostatniej wodzisławskiej Żydówki o dobre kilka lat, a nawet dające nadzieję na ciąg dalszy…
Z początku trzebińscy Żydzi mogli chodzić po miasteczku wolno, od początku 1941 roku zawężono ich życie do trzech ulic: Krakowskiej, Ochronkowej i Piłsudskiego. Początkowo było to otwarte getto jednakże stopniowo ograniczano możliwość wyjścia z jego obszaru17. W tym samym roku w mieście powstała Oberschlesische Gummiwerke GmbH czyli popularna „gumownia” produkująca gumowane materiały i odzież na potrzeby wojenne Niemców (wśród nich mundury wojskowe oraz chroniące przed deszczem i wiatrem płaszcze dla motocyklistów) oraz ludności cywilnej (damskie płaszcze przeciwdeszczowe). Produkcja trwała 24 godziny na dobę, na trzy zmiany, a robotnikami byli głównie mieszkańcy getta zatrudnieni w szwalni i klejarni18. I właśnie na liście nocnych pracowników trzebińskiej gumowni, pod numerem 1282 znajduje się nazwisko „Steiner Elli Sara19”. Zapewne pracowała od samego początku, od momentu uruchomienia fabryki. W potwornym upale, hałasie i smrodzie była urzędniczka walczyła o każdy kolejny dzień. Czy w domu czekała na nią matka?
Trzebińskie getto zlikwidowano na przełomie maja i czerwca 1942 roku. Po dokonanej przez Niemców selekcji 300 osób, tych najbardziej zdatnych do pracy , trafiło do getta w Chrzanowie oraz do obozów pracy przymusowej w Rzeszy. Reszta została wywieziona do obozu zagłady KL Auschwitz, gdzie zostali zamordowani20. W której grupie była Elli? Jej przyrodni brat Joseph nie miał wątpliwości. Kiedy w kwietniu 1956 roku składał świadectwo w Yad Vashem, podał dane ponad 40 osób, które zostały zabite w czasie wojny, wśród nich macochy i przyrodniej siostry. Na aktach zgonu nie ma podanego miejsca, ani dokładnej daty śmierci, Joseph wpisał tam rok 1943 oraz słowo מחנה – obóz21. Elli w chwili śmierci miałaby mieć 35 lat, jej matka 68.
Konzentrationslager Flossenbürg – obóz koncentracyjny w Bawarii. Tutaj 8 marca 1945 roku trafiła niejaka Eli Steiner urodzona 9 października 1908 roku w Polsce22. Wcześniej przebywała w obozie Groß-Rosen na Dolnym Śląsku, a jeszcze wcześniej pracowała w zakładach Siemensa w Zwodau23 (obecnie Svatava w Czechach). We Flossenbürgu nie została długo, już 17 marca wyruszyła w drogę do Bergen – Belsen. Dalej ślad się urywa. Konzentrationslager Bergen-Belsen w północnych Niemczech został wyzwolony 15 kwietnia 1945 przez 63. Pułk Artylerii Przeciwpancernej ppłk. Richarda Taylora z brytyjskiej 11. Dywizji Pancernej. To niecały miesiąc później…
Czy Elli, która przetrwała tyle obozów, poddała się na ostatnim etapie podróży? Skoro nie została zabita wcześniej, musiała być w miarę dobrym stanie zdrowia (o ile pojęcie „w miarę” możemy zastosować do więźniów obozów koncentracyjnych). Miała dopiero 38 lat. Czy widziała jeszcze Aliantów wyzwalających obóz? Czy, jak 1500 innych osób24, zmarła już po wyzwoleniu, zbyt słaba by wyzdrowieć?
A jednak, na ostatnim zachowanym dokumencie, w rubryce „data i miejsce śmierci” widnieje kreska.
Co się stało z ostatnią wodzisławską Żydówką?
A może… przeżyła?
Przypisy:
1 Obecnie Rynek 23, kamienica została całkowicie zniszczona w ostatnich miesiącach II Wojny Światowej
2 „Rybniker Kreisblatt”, 1887 r.
3 „Loslauer Wohenblatt”, 1906 r.
4 „Jubiläumsbericht anlässlich des fünfdzwanzigjähringen Bestehens des Synagogen-Gemeinden-Verbandes”, Königshütte 1913, str. 33.
5 We wrześniu 1921 roku
6 Mowa o tym w relacji Helen Katz, w zbiorach MWS||
7 Chodzi o działacza narodowego i właściciela „Banku Polskiego” Augustyna Wyleżycha. Wspomniany kilkakrotnie w tekście Władysław to jego syn
8 “Echo Odry” nr 3, str. 4
9 „Gazeta Urzędowa”, 13 września 1925}
10 W latach 1929/30 również jako zastępca przewodniczącego Cechu
11 „Rzemieślnik Śląski”, nr.22, 1930
12 Działał w Rybniku w latach 1930-39
13 O Kohlbergu pisze Małgorzata Płoszaj w książce „Piękni i młodzi”, Rybnik 2022}
14 „Polska Zachodnia”, nr.30, 1938, str. 11
15 Ze zbiorów Małgorzaty Płoszaj
16 Przewodnicząca Stowarzyszenia Kehila Trzebinia
17 https://kehilatrzebinia.wordpress.com/historia/holocaust/getta-w-trzebini-i-innych-miastach-powiatu-chrzanowskiego/
18 Wspomnienia Aleksandry Kosobudzkiej [w:] a. Kostka, J. Piskorz, Trzebińskie Historie, Trzebinia 2008, str. 130
19 Sara i Israel były obowiązkowymi drugimi imionami, którymi w dokumentach musieli się posługiwać Żydzi w okupowanych krajach podczas II Wojny Światowej
20 https://kehilatrzebinia.wordpress.com/historia/holocaust/getta-w-trzebini-i-innych-miastach-powiatu-chrzanowskiego/
21 Dokumenty te na stronie Yad Vashem zostały błędnie sklasyfikowane jako „Leslau” - Wrocławek
22 W części dokumentów figuruje również jako Elżbieta Steiner
23 Zakłady utworzone 1 września 1944 r., według dokumentacji zatrudniały 158 Polek
24 Za https://pl.wikipedia.org/wiki/Bergen-Belsen